Autor

Robert Burza, fotograf

Jestem twórcą o temperamencie, który w pełni i dosłownie oddaje moje nazwisko. Noszę w sobie żywiołową, gwałtowną energię. Przez lata ta siła szukała ujścia w fascynacji techniką, zjawiskami fizycznymi i elektro-automatyką. Jako człowiek o umyśle analitycznym i technicznym, potrafiący tchnąć życie w martwe układy i obwody, doskonale rozumiem, czym jest napięcie – zarówno to mierzalne w woltach, jak i to artystyczne. Niegdyś eksperymentowałem, budując różne, nierzadko wybuchowe i głośne konstrukcje, gdzie destrukcja również potrafiła być fascynująca. Dziś tę samą potężną potrzebę tworzenia przekładam na język wizualny. Fotografia stała się dla mnie idealnym buforem. To przestrzeń, w której wyładowania atmosferyczne zastępuje błysk studyjnego flesza, a gwałtowna energia zostaje bezpiecznie i trwale zamknięta w kadrze, który – w przeciwieństwie do prądu – nie kopie, lecz intryguje.

Moja fotograficzna droga to klasyczna opowieść o przedwcześnie porzuconej pasji, poszukiwaniach i dojrzałych powrotach. Wszystko zaczęło się jeszcze w szkole podstawowej. To tam, wspólnie z nauczycielem fizyki, w szkolnej ciemni po raz pierwszy poczułem magię obrazu wyłaniającego się z chemicznych odczynników. Z czasem jednak młodzieńczy zapał przygasł. Nawet profesjonalny sprzęt do wywoływania fotografii analogowej, w który zainwestował mój wujek, nie zdołał powstrzymać tego procesu. Aparat trafił do szafy, a wujek zapewne pożałował wydanych pieniędzy. Kolejne, podejmowane przez lata sporadyczne próby powrotu do robienia zdjęć kończyły się fiaskiem, aż do niedawna.

Prawdziwy przełom w mojej twórczości nastąpił w momencie podjęcia współpracy z pracownią fotograficzną „Fotum” w Wojniczu. To w tym środowisku iskra zapłonęła na nowo, pozwalając mi nie tylko odkurzyć dawny warsztat, ale przede wszystkim zacząć świadomie kształtować swój wizualny styl.

Obecnie eksperymentuję w kilku obszarach. Z jednej strony fascynują mnie potężne odległości i przestrzeń, co realizuję, chwytając ciężkim teleobiektywem odległe górskie krajobrazy. Z drugiej – stale poszukuję głębszej estetyki, wyprowadzając swoje sesje w plener. Chętnie sięgam po motywy ludowe i zderzam je z surowością natury, wykorzystując na przykład lustra na tle ściernisk po żniwach. Jednak to akt artystyczny stał się formą, w której odnajduję się najlepiej. W tym wymagającym temacie mój gwałtowny charakter ustępuje miejsca skupieniu i subtelności. Jak każdy świadomy twórca, największą radość czerpię z samego faktu kreacji. Kiedyś satysfakcję sprawiało mi, gdy stworzona rzecz efektownie wybuchała; dziś cieszy mnie obraz, który zostaje na zawsze.